Czy Aston Martin DB9 to dobry wybór używany? Plusy, minusy i typowe usterki

0
47
2/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Charakter Aston Martina DB9 – dla kogo to auto pasuje, a dla kogo nie?

Osoba rozważająca używanego Aston Martina DB9 zwykle ma przed oczami obraz: długa maska, V12 pod nią, piękna linia coupé lub kabrioletu i poczucie, że wreszcie „to jest to”. Rzeczywistość jest całkiem bliska temu marzeniu, ale do pełnego obrazu trzeba dopisać jeszcze serwisy specjalistyczne, rachunki w walucie „Aston” i trochę logistyki. DB9 to samochód, który potrafi dać ogromną satysfakcję – o ile pasuje do stylu życia i portfela.

DB9 jako klasyczne GT, a nie auto torowe

Aston Martin DB9 to grand tourer, czyli samochód zaprojektowany przede wszystkim do szybkich podróży na długich dystansach. To nie jest konkurent dla torowo utwardzonych supersamochodów, tylko raczej odpowiednik luksusowego, bardzo szybkiego gran turismo.

W praktyce oznacza to:

  • miększe zawieszenie niż w typowym supersamochodzie, ale nadal sztywne jak na standardy normalnych aut,
  • spokojniejszą reakcję na kierownicę – stabilność przy 200 km/h jest ważniejsza niż „latanie bokiem” w każdym zakręcie,
  • komfortowe siedzenia, którymi da się pokonać kilkaset kilometrów dziennie bez chodzenia potem do fizjoterapeuty,
  • bardziej elegancki niż agresywny wizerunek – to auto, którym wygodnie jedzie się do hotelu 5*, a niekoniecznie do boksa w padoku.

Osoby oczekujące, że DB9 będzie prowadził się jak lekkie, ekstremalne auto torowe, mogą poczuć lekkie rozczarowanie. To mocne, szybkie, ale też masywne GT, które najlepiej czuje się na autostradzie i gładkich drogach, a nie na agrafkach górskich serpentyn.

Profil kierowcy: kto odnajdzie się w DB9?

Używany Aston Martin DB9 dobrze pasuje do kierowcy, który:

  • ma już doświadczenie z szybszymi samochodami (moc rzędu 450–470 KM to nie jest poziom „pierwszego sportowego auta”),
  • szuka emocji i stylu bardziej niż optymalnego czasu 0–100,
  • akceptuje, że koszty części i robocizny plasują się na poziomie Porsche 911 Turbo / Ferrari, a nie hot-hatcha,
  • nie planuje codziennej jazdy po zatłoczonym centrum miasta w godzinach szczytu,
  • ma miejsce na garażowanie auta – DB9 nie lubi życia „pod chmurką”.

To też dobry wybór dla kogoś, kto chce wejść do świata egzotycznych marek, ale nie czuje się dobrze w „ostentacji” Ferrari czy Lambo. Aston jest bardziej dyskretny, elegancki, czasem wręcz underdog w tym towarzystwie – i wielu osobom się to podoba.

Oczekiwania kontra rzeczywistość finansowa

Ceny używanych DB9 potrafią kusić – za kwotę dobrze wyposażonego nowego SUV-a segmentu D można postawić w garażu V12 z logo Aston Martin. Problem w tym, że koszty utrzymania nie spadają proporcjonalnie do ceny zakupu.

Trzeba założyć kilka rzeczy:

  • przeglądy i naprawy w autoryzowanym serwisie mają poziom premium-plus,
  • części nadwoziowe, elementy wnętrza, oryginalne lampy i detale potrafią mocno uderzyć w portfel,
  • ubezpieczenie AC pełne, przy realnej wycenie, również nie będzie tanie,
  • rezerwa finansowa na nieprzewidziane usterki powinna być liczona raczej w dziesiątkach tysięcy złotych, nie w setkach.

Jeżeli budżet jest napięty już na etapie zakupu, a „na czarną godzinę” nie zostaje praktycznie nic – DB9 może okazać się źródłem stresu zamiast radości. Przy tym samochodzie sens ma podejście: kupić najzdrowszy egzemplarz, na który cię stać, i zostawić konkretną poduszkę finansową na pierwszy rok użytkowania.

Wymagania wobec właściciela: logistyka, serwis, garaż

DB9 wymaga od właściciela nie tylko pieniędzy, ale też organizacji i cierpliwości. To nie jest auto, z którym wpadnie się do pierwszego lepszego warsztatu na rogu. Właściciel musi:

  • znać lub znaleźć zaufany serwis Aston Martin (specjalista niezależny lub ASO) w rozsądnej odległości,
  • pogodzić się z tym, że niektóre części trzeba zamawiać i czeka się na nie dni lub tygodnie,
  • mieć suche, zamykane miejsce do parkowania, najlepiej ogrzewane lub przynajmniej zabezpieczone przed wilgocią,
  • poświęcić czas na dokładny przegląd przedzakupowy i spokojne polowanie na właściwy egzemplarz.

Jeśli taki styl „opieki” nad autem nie odstrasza, a wręcz cieszy, DB9 potrafi się odwdzięczyć wyjątkowymi wrażeniami.

Czerwone skórzane wnętrze Aston Martina DB9 na tle gór
Źródło: Pexels | Autor: Pixabay

Krótki przegląd generacji i wersji Aston Martina DB9

Lata produkcji i faceliftingi – co i kiedy się zmieniało

Aston Martin DB9 był produkowany od okolic 2004 roku do 2016 roku, z licznymi modernizacjami po drodze. Na rynku wtórnym najczęściej spotyka się egzemplarze z pierwszej dekady XXI wieku, ale sporo aut to już wersje po większych liftingach.

Najstarsze egzemplarze – pierwsze lata produkcji

Pierwsze DB9 (ok. 2004–2006) mają kilka charakterystycznych cech:

  • niższa moc V12 (około 450 KM) i nieco bardziej „miękka” charakterystyka,
  • nieco gorsze wyciszenie i mniejszą ogólną sztywność nadwozia w porównaniu z późniejszymi rocznikami,
  • starszą elektronikę – ekran, nawigacja, integracja z telefonem są dziś bardzo archaiczne.

Te auta często są najtańsze na rynku, co bywa pułapką: tanie egzemplarze z najstarszych roczników potrafią mieć zebrane „na klatę” wszystkie typowe usterki, zaniedbania serwisowe i ewentualne przygody blacharskie. Dobrze utrzymany, zadbany egzemplarz z początku produkcji nadal może być rozsądną opcją, ale wymaga wyjątkowo starannego sprawdzenia.

Modernizacje techniczne i wizualne

DB9 przechodził szereg mniejszych i większych aktualizacji. Najważniejsze z punktu widzenia użytkownika to:

  • podniesienie mocy silnika V12 i poprawa charakteru oddawania mocy,
  • zmiany w zawieszeniu – usztywnienie, poprawa kontroli nad nadwoziem, aktualizacje amortyzatorów,
  • drobną renowację wnętrza – lepsze materiały, detale, nowsze przyciski, nieco poprawiona ergonomia,
  • zmiany wizualne: reflektory, zderzaki, detale aerodynamiczne – z zewnątrz widać różnice głównie dla wprawnego oka, ale całość wygląda świeżej.

Wraz z postępem roczników poprawiano również liczne drobiazgi: uszczelnienia, konstrukcję mocowań, oprogramowanie skrzyni biegów, działanie systemów bezpieczeństwa. Zwykle nowszy rocznik oznacza mniej typowych bolączek wieku dziecięcego.

Różnice przedlift vs polift od strony kierowcy

Różnice między wczesnym przedliftem a późnym poliftem nie sprowadzają się tylko do kosmetyki. Z perspektywy użytkownika:

  • polifty oferują nieco lepszą dynamikę i reakcję na gaz – auto chętniej „idzie z dołu”,
  • zawieszenie w nowszych rocznikach lepiej trzyma nadwozie w ryzach przy szybszej jeździe, a jednocześnie nie jest dramatycznie mniej komfortowe,
  • systemy stabilizacji toru jazdy i ABS działają subtelniej i skuteczniej,
  • wnętrze sprawia wrażenie bardziej dopracowanego ergonomicznie, choć nadal daleko mu do najnowszych aut premium.

Jeżeli budżet pozwala, większość doświadczonych użytkowników i mechaników będzie sugerowała celowanie w możliwie późne roczniki, szczególnie po większych modernizacjach silnika, zawieszenia i elektroniki. Różnica w cenie zakupu często zwraca się niższym ryzykiem uciążliwych usterek.

Wersje nadwozia i specjalne odmiany DB9

Coupe vs Volante – sztywność i codzienne użytkowanie

Aston Martin DB9 występuje w dwóch podstawowych wersjach nadwozia: coupe i Volante (kabriolet). Wybór między nimi to nie tylko kwestia upodobań.

Coupe oferuje:

  • wyższą sztywność nadwozia – lepsza reakcja w zakrętach, mniej trzasków i skrzypień,
  • niższy poziom hałasu w kabinie przy wyższych prędkościach,
  • mniejszą złożoność – odpada serwis i potencjalne usterki mechanizmu dachu.

Volante ma swoje plusy:

  • jazda bez dachu w Astonie z V12 to doświadczenie, które ciężko porównać z czymkolwiek innym,
  • bardziej „wakacyjny” charakter – świetnie pasuje do wyjazdów w ciepłe rejony,
  • wielu kupujących uznaje Volante za jeszcze bardziej ekskluzywną wizualnie wersję.

Z drugiej strony Volante:

  • ma mniej sztywne nadwozie, co przy polskich drogach może objawiać się drobnymi trzaskami i pracą konstrukcji,
  • wymaga dbania o dach (impregnacja, serwis mechanizmu, troska o uszczelki),
  • bywa głośniejszy i mniej przytulny podczas autostradowych przelotów przy wyższych prędkościach.

Do jazdy typowo turystycznej, po dobrych drogach i w cieplejszym klimacie Volante jest wspaniałym wyborem. Jeśli jednak auto ma służyć częściej w niesprzyjających warunkach, a priorytetem jest sztywność i „sztywne” wrażenia z prowadzenia, coupe sprawdza się lepiej.

Manual vs automat (Touchtronic) – który ma więcej sensu?

DB9 oferowano z manualną skrzynią biegów oraz z automatem Touchtronic (w praktyce zdecydowana większość aut na rynku wtórnym to automaty). Każda opcja ma swoje cechy.

Automat Touchtronic:

  • świetnie pasuje do charakteru GT – płynne ruszanie, spokojna jazda w korku, możliwość redukcji łopatkami przy dynamiczniejszej jeździe,
  • jest łatwiejszy do odsprzedaży – większość klientów DB9 szuka automatu,
  • bywa krytykowany za pewną ospałość w trybie automatycznym przy dynamicznej jeździe, szczególnie w starszych rocznikach.

Manual jest:

  • rzadszy – co dla niektórych kolekcjonerów jest plusem,
  • bardziej „angażujący” dla kierowcy,
  • potencjalnie droższy w naprawie sprzęgła i mechanizmu wybieraka (części trudniej dostępne, mniej warsztatów dotyka takich egzemplarzy).

Jeśli DB9 ma służyć głównie do jazdy rekreacyjnej, z akcentem na komfort i styl, automat Touchtronic zwykle jest rozsądniejszym wyborem. Manual ma sens jako auto dla pasjonata, który świadomie szuka takiej konfiguracji i liczy się z jej kaprysami.

Wersje bardziej sportowe vs komfortowe

W gamie DB9 występowały odmiany o nieco bardziej sportowym charakterze, na przykład z pakietami typu Sport Pack czy późniejszymi, mocniejszymi wariantami. Różnice w realnym użytkowaniu to głównie:

  • twardsze sprężyny i amortyzatory – lepsza kontrola nadwozia kosztem komfortu na dziurach,
  • czasami większe felgi i inny komplet opon, co wpływa na koszt wymiany,
  • lekko zmieniony układ wydechowy lub program silnika.

Takie wersje są ciekawą opcją dla właściciela, który lubi czasem „ostrzej” pojechać po dobrych drogach. Dla kogoś, kto mieszka w miejscu o tragicznych nawierzchniach, utwardzanie DB9 może być trochę jak zakładanie butów narciarskich do biegania po bruku.

Wnętrze luksusowego sportowego Aston Martina o nowoczesnym designie
Źródło: Pexels | Autor: Evelin Rotaru

Plusy używanego DB9 – co naprawdę cieszy w codziennym życiu

Silnik V12 – serce, które robi różnicę

Centralnym elementem DB9 jest 6-litrowy silnik V12. To konstrukcja o bardzo specyficznym charakterze – nie wyje jak wysokoobrotowe V10, ale za to oferuje ogromną rezerwę momentu obrotowego i niezwykle kulturalną pracę.

Brzmienie, którego nie da się pomylić

Nawet jeśli DB9 stoi w garażu częściej, niż jeździ, sam dźwięk V12 ma dla wielu właścicieli wartość terapeutyczną. Rozruch na zimno, lekkie muśnięcie gazu, a później pełne otwarcie przepustnicy przy wyższych obrotach – to wszystko buduje doświadczenie, którego nie zastąpi nawet „najlepszy” sound generator w nowym SUV-ie.

W codziennym użyciu silnik rzadko pracuje na wysokich obrotach. DB9 potrafi sunąć 60–80 km/h na niskich obrotach w absolutnym spokoju, a jednak pod stopą czuć, że pod maską jest potężny zapas. To daje specyficzne poczucie lekkości jazdy: wyprzedzanie kolumny aut nie wymaga wyrachowanego planu, tylko krótkiej decyzji i lekkiego wciśnięcia gazu.

Co istotne, V12 w DB9, przy prawidłowej obsłudze, jest zaskakująco trwałą jednostką. To nie jest delikatne super-sportowe V10, które prosi się o remont po kilku torowych weekendach. Przy regularnej wymianie oleju, dbaniu o układ chłodzenia i rozsądnym rozgrzewaniu, wiele egzemplarzy przekracza spore przebiegi bez otwierania silnika.

Komfort i charakter GT – dalekie trasy zamiast toru

DB9 nie jest typowym samochodem sportowym. To raczej klasyczne GT – auto stworzone do połykania długich dystansów w szybkim, ale raczej eleganckim tempie. Zawieszenie, szczególnie w bardziej cywilnych konfiguracjach, jest zestrojone tak, by:

  • tłumić większość typowych nierówności na drogach krajowych i autostradach,
  • nie męczyć kierowcy ciągłymi wstrząsami i hałasem,
  • zachować stabilność przy wysokich prędkościach.

Właśnie w takiej roli DB9 błyszczy. Trasa z Warszawy do Wiednia czy z Krakowa nad Adriatyk nie jest dla niego żadnym wyzwaniem, o ile stan techniczny jest ogarnięty. Fotele są miękkie, ale dobrze trzymające, pozycja za kierownicą – typowo „GT-owa”: nisko, z długą maską przed sobą. Po kilku godzinach jazdy człowiek wysiada z auta bardziej zrelaksowany, niż zmęczony.

Wykończenie wnętrza – ręczna robota z brytyjskim akcentem

Wnętrze DB9 nie ma najnowszych ekranów i wodotrysków, ale to często plus, nie minus. Zamiast tego są:

  • skóry wysokiej jakości, które ładnie się starzeją, jeśli są regularnie pielęgnowane,
  • prawdziwe aluminium i drewno, a nie plastik malowany „na metal”,
  • ręcznie montowane detale, które przy bliższym przyjrzeniu nadal robią wrażenie.

Właściciele często mówią, że wsiadając do DB9, czują się jak w dobrze skrojonym garniturze. Nie wszystko jest super ergonomiczne, niektóre przyciski można by dziś rozmieścić inaczej, ale całość ma klimat, który trudno znaleźć w nowoczesnych, mocno ujednoliconych kabinach.

Jeśli egzemplarz nie był zaniedbany, wnętrze starzeje się godnie. Przetarcia skóry, wyślizgane przyciski czy popękane elementy dekoru zwykle wskazują bardziej na brak opieki niż na „normalne zużycie”. Przy zakupie właśnie wnętrze bywa jednym z najlepszych wskaźników tego, jak poprzedni właściciel traktował samochód.

Wartość wizerunkowa – „inny” wybór niż Porsche

DB9 nie jest autem dla kogoś, kto chce mieć po prostu szybkie coupé. To raczej wybór dla osoby, która:

  • nie chce jeździć takim samym autem, jak połowa bogatszych dzielnic (czyli niekoniecznie Porsche 911),
  • lubi dyskretny luksus – Aston przyciąga spojrzenia, ale zwykle nie w tak ostentacyjny sposób jak niektóre włoskie supersamochody,
  • ceni markę z historią, nie tylko logo z katalogu premium.

W codziennym życiu przekłada się to na bardzo specyficzny odbiór. DB9 przyciąga uwagę, ale często w stylu „o, Aston”, a nie „patrz, jakiś wariat w superaucie”. Dla wielu to właśnie idealny balans: trochę atencji, trochę prestiżu, ale bez przesady.

Możliwa przyszła kolekcjonerskość

DB9 jest jednym z ostatnich „klasycznych” Astonów z dużym, wolnossącym V12 i dość czystą, elegancką linią bez przesadnych spojlerów. To sprawia, że wiele osób patrzy na te auta również pod kątem potencjału kolekcjonerskiego.

Oczywiście, DB9 nie jest jeszcze „inwestycją pewną jak lokata”, ale można zakładać, że zadbane, oryginalne egzemplarze:

  • nie będą dramatycznie traciły na wartości,
  • w dłuższym okresie mogą wręcz lekko zyskiwać, szczególnie rzadkie konfiguracje i manuale,
  • będą coraz trudniejsze do znalezienia w stanie „bez kombinacji”.

Dlatego część właścicieli dba o DB9 bardziej jak o kolekcjonerski przedmiot niż „zwykłe auto”. To oznacza garażowanie, ograniczoną liczbę kilometrów i pedantyczny serwis. Jeśli trafi się taki egzemplarz – cena może być wyższa, ale i ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek spada.

Luksusowe wnętrze nowoczesnego samochodu z zaawansowaną konsolą
Źródło: Pexels | Autor: Mike Bird

Minusy i ograniczenia – gdzie Aston Martin DB9 może rozczarować

Koszty serwisu – luksus nie kończy się na zakupie

Najczęstszy błąd przy zakupie DB9 to skupienie się tylko na cenie zakupu. Tymczasem koszty utrzymania są absolutnie na poziomie auta z segmentu luksusowego – czasem nawet wyższym, ze względu na niewielką popularność i brak tanich zamienników.

Przygotowując budżet, trzeba brać pod uwagę, że:

  • przeglądy w dobrym, niezależnym warsztacie specjalizującym się w Astonach nie kosztują tyle co serwis w ASO Skody,
  • części eksploatacyjne (klocki, tarcze, elementy zawieszenia) potrafią mieć ceny zbliżone do Ferrari lub Porsche z wyższych półek,
  • czas oczekiwania na niektóre elementy może wynosić tygodnie, a czasem miesiące – szczególnie w mniej popularnych rocznikach i wersjach.

Nawet jeśli spalanie „jakoś przełkniesz”, to rachunek za kompleksowy serwis po zakupie (oleje, filtry, płyny, hamulce, opony, ewentualne naprawy zawieszenia) potrafi mocno ostudzić entuzjazm. Zdarza się, że pierwszy rok użytkowania DB9 kosztuje nowego właściciela prawie tyle, co różnica między „tanim” a „droższym, zadbanym” egzemplarzem. To dobry argument, by jednak dopłacić do lepszej bazy.

Zużycie paliwa – V12 nie żywi się powietrzem

6-litrowe V12 jest cudownie kulturalne i mocne, ale przy dystrybutorze sentymenty znikają. W praktyce:

  • w mieście spalanie potrafi być dwucyfrowe z dużym zapasem,
  • w trasie, przy spokojnej jeździe autostradowej, da się zejść niżej, ale nadal mówimy o bardzo wyraźnej różnicy w porównaniu z nowoczesnym V6 turbo,
  • krótkie odcinki i częste rozruchy dodatkowo podnoszą zużycie.

DB9 to nie jest auto do codziennych podjazdów 5 km do pracy, gdzie silnik nawet nie zdąży się porządnie zagrzać. Jeśli styl jazdy polega głównie na takich właśnie odcinkach, paliwo będzie znikało w zastraszającym tempie, a silnik i układ wydechowy po prostu nie będą pracować w optymalnych warunkach.

Praktyczność – bagażnik i tylne siedzenia bardziej symboliczne

Teoretycznie DB9 ma cztery miejsca. W praktyce tylne siedzenia to coś pomiędzy półkami na torby a awaryjnym miejscem dla osób o wzroście do ok. 160 cm na krótkie dystanse. Dla dorosłych będzie tam ciasno, niewygodnie i bez sensu na dłuższą podróż.

Bagażnik ma rozsądną pojemność jak na GT, ale:

  • otwór załadunkowy jest niezbyt duży – walizki typu „klocek” mogą wymagać kreatywnej gimnastyki,
  • kształt bagażnika bywa problematyczny przy dużych, sztywnych torbach,
  • w Volante część przestrzeni zabiera mechanizm dachu.

Na romantyczny wyjazd we dwoje – rewelacja. Na rodzinne wakacje z dwójką dzieci i wózkiem – raczej kiepski pomysł. DB9 nie zastąpi praktycznego kombi, nawet jeśli jego bagażnik wygląda obiecująco na zdjęciach.

Elektronika i multimedia – mocno „retro”

Tutaj DB9 najmocniej zdradza swój wiek. System multimedialny, nawigacja, integracja z telefonem – wszystko to trąci myszką, szczególnie w starszych rocznikach. Wiele egzemplarzy ma:

  • toporną nawigację z mapami sprzed kilku epok,
  • brak sensownej integracji ze smartfonem,
  • ekran, który dziś bardziej przypomina przenośne DVD niż nowoczesny system infotainment.

Część właścicieli decyduje się na delikatne modernizacje – ukryte moduły Bluetooth, wymianę samej jednostki głównej na coś nowszego przy zachowaniu oryginalnego wyglądu wnętrza. Trzeba to jednak robić rozsądnie, najlepiej u kogoś, kto ma już doświadczenie z Astonami. Rzeźba typu „uniwersalne radio 2DIN z marketu” naprawdę nie pasuje do DB9.

Dostęp do serwisu i specjalistów

DB9 nie jest autem, które oddaje się do pierwszego lepszego warsztatu na rogu. Potrzebny jest serwis, który zna specyfikę Astonów, ma dostęp do dokumentacji i nie boi się nietypowych rozwiązań konstrukcyjnych. W Polsce (i ogólnie w Europie Środkowo-Wschodniej) takich miejsc nie ma zbyt wiele.

To oznacza, że:

  • czasem trzeba dojechać kilkaset kilometrów do odpowiedniego mechanika,
  • proste naprawy, które w teorii „zrobi każdy”, lepiej i tak powierzyć komuś, kto wie, gdzie w DB9 czają się pułapki,
  • samodzielne serwisowanie jest możliwe, ale raczej dla bardzo zaawansowanych hobbystów z odpowiednim zapleczem.

Jeśli mieszkasz w rejonie, gdzie do najbliższego specjalisty od Astonów jedzie się pół dnia, dobrze jest doliczyć to do całego „kosztu posiadania”. Autolaweta to też koszt, a naprawa w przypadkowym miejscu może wygenerować więcej problemów niż rozwiąże.

Eksploatacja na co dzień – kompromisy, których nie przeskoczysz

DB9 da się używać na co dzień, ale wymaga to akceptacji kilku ograniczeń:

  • niskiego prześwitu – krawężniki, progi zwalniające i strome podjazdy do garaży trzeba pokonywać z wyczuciem,
  • dłuższej maski – parkowanie tyłem staje się naturalnym odruchem, bo przód łatwo „zgubić” z perspektywy kierowcy,
  • ograniczonej widoczności do tyłu – kamera cofania, jeśli jest, to skarb, jeśli jej nie ma – przyda się dobra praktyka.

Do tego dochodzi aspekt psychologiczny: nie każdy ma ochotę zostawiać DB9 na całonocnym parkowaniu pod blokiem. Auto tej klasy zdecydowanie woli garaż, zarówno ze względu na bezpieczeństwo, jak i na zwykłą troskę o stan lakieru, uszczelek i wnętrza.

Typowe usterki mechaniczne i napędowe w Aston Martin DB9

Silnik V12 – ogólna trwałość i newralgiczne punkty

Sam blok i głowice V12 w DB9 uchodzą za konstrukcję solidną, ale wokół nich istnieje kilka obszarów, które lubią sprawiać kłopoty, szczególnie w zaniedbanych egzemplarzach.

Układ chłodzenia

V12 generuje sporo ciepła, więc układ chłodzenia pracuje ciężko. Typowe problemy obejmują:

  • nieszczelności przewodów gumowych – starzeją się, pękają, potrafią przepuszczać pod ciśnieniem,
  • wycieki z chłodnic i nagrzewnicy,
  • zapowietrzenie układu po nieumiejętnej wymianie płynu.

Przegrzanie V12 to coś, czego należy bezwzględnie unikać. Podczas jazdy próbnej kontrola temperatury pracy silnika jest obowiązkowa, podobnie jak dokładne obejrzenie komory silnika pod kątem śladów wycieków. Warto też dopytać, kiedy ostatnio był wymieniany płyn chłodniczy i czy ktoś już „kombinował” przy układzie.

Układ smarowania i wycieki oleju

Stare uszczelnienia i wysoka temperatura pracy sprzyjają wyciekom. Typowe miejsca to:

  • pokrywy zaworów,
  • uszczelnienia wału,
  • połączenia przewodów olejowych.

Łańcuchy rozrządu i napinacze

Rozrząd w V12 jest teoretycznie bezobsługowy (łańcuch), ale w praktyce po latach wychodzą typowe bolączki aut o dużej mocy:

  • zużywające się napinacze i ślizgi łańcucha,
  • wydłużenie łańcucha skutkujące błędami synchronizacji,
  • stukoty i „dzwonienie” przy rozruchu na zimno.

Jeśli silnik przy pierwszym odpaleniu delikatnie „zaklekocze” przez ułamek sekundy, nie musi to być wyrok, ale metaliczne stuki utrzymujące się dłużej są już powodem do głębszej diagnostyki. Kompleksowa wymiana elementów rozrządu nie jest tania – to operacja na poziomie kilku tysięcy, ale robiona raz, porządnie, pozwala spać spokojnie przez kolejne lata.

Wtrysk paliwa i cewki zapłonowe

W starszych egzemplarzach pojawiają się problemy typowe dla silników benzynowych, które swoje przeżyły:

  • zużyte cewki zapłonowe – objawiają się wypadaniem zapłonów, szarpaniem przy przyspieszaniu,
  • zabrudzone wtryskiwacze – spadek mocy, nierówna praca na biegu jałowym,
  • sondy lambda zgłaszające błędy mieszanki.

Cewki najczęściej padają „stadami”, więc wymiana jednej sztuki to zwykle proszenie się o szybki powrót do warsztatu. Przy większym przebiegu bardziej opłaca się wymienić komplet, łącznie ze świecami, a przy okazji oczyścić układ dolotowy i sprawdzić szczelność kolektorów.

Układ wydechowy i klapy sterujące

DB9 ma rozbudowany, wieloelementowy układ wydechowy z klapami sterowanymi podciśnieniowo. Po latach eksploatacji mogą wystąpić:

  • przepalenia łączeń i spawów (szczególnie w autach jeżdżących zimą),
  • zapieczone lub niesprawne klapy wydechu – brak zmiany dźwięku w zależności od obciążenia,
  • uszkodzenia gumowych wieszaków, skutkujące stukami przy nierównościach.

Czasem poprzedni właściciele „ulepszali” wydech na własną rękę. Rezultat bywa różny – od przyjemnie rasowego brzmienia po permanentny hałas, który męczy po 20 minutach jazdy. Lepiej unikać egzemplarzy z wyciętymi katalizatorami czy prowizorycznymi spawami, bo cofnięcie takich modyfikacji do stanu cywilizowanego też kosztuje.

Automatyczna skrzynia biegów Touchtronic – typowe problemy

Większość DB9 ma skrzynię automatyczną (początkowo 6-biegowy ZF, później 6-biegowy, a na końcu 6/8-biegowe warianty w późnych egzemplarzach). Sama przekładnia jest zasadniczo wytrzymała, ale jej kondycja zależy wprost od jakości serwisu.

Przegrzewanie i olej „na całe życie”

Aston przez długi czas trzymał się marketingowego hasła o „bezobsługowej” skrzyni. W praktyce:

  • olej starzeje się, traci właściwości i zbiera opiłki,
  • brak regularnej wymiany przyspiesza zużycie zaworów i sprzęgieł,
  • przegrzewanie (np. częste „upalanie” w mieście) dodatkowo dobija układ.

Objawy to m.in. szarpnięcia przy zmianie biegów, zawahania przy redukcji, brak płynności przy spokojnej jeździe. Przy oględzinach auta dobrze, jeśli w historii serwisowej pojawiają się wpisy o wymianie oleju w skrzyni co ok. 60 tys. km lub częściej, szczególnie przy dynamicznej eksploatacji.

Mechatronika i elektrozawory

Wewnątrz przekładni pracuje precyzyjny zestaw elektrozaworów odpowiedzialnych za sterowanie ciśnieniem oleju i pracą sprzęgieł. Z czasem pojawiają się typowe kłopoty:

  • błędy skrzyni zapisane w pamięci sterownika,
  • tryb awaryjny (skrzynia blokuje się na jednym biegu),
  • opóźnione reakacje na kickdown lub ręczne przełączanie łopatkami.

Diagnoza wymaga podłączenia właściwego komputera i odczytania parametrów pracy skrzyni, a nie tylko „skasowania błędów”. Renowacja mechatroniki jest tańsza niż wymiana całej skrzyni, ale nadal oznacza konkretny wydatek. Lepiej więc unikać aut z lekceważonymi objawami typu „czasem szarpnie, ale to pewnie nic”.

Manualne skrzynie biegów – rzadkie, ale nie bezproblemowe

Manual w DB9 to egzotyczny widok i spora gratka dla entuzjastów. Nie oznacza jednak, że można go traktować jak w zwykłym kompakcie z dieslem:

  • sprzęgło jest obciążone wysokim momentem obrotowym – nie lubi ciągłego „półsprzęgła”,
  • dwumasowe koło zamachowe potrafi się odezwać stukami przy nagłym dodaniu lub odjęciu gazu,
  • biegi czasem wchodzą z lekkim oporem przy szybkim przełączaniu – zużyte synchronizatory.

Wymiana sprzęgła i dwumasy kosztuje zauważalnie więcej niż w popularnych autach, a dostęp do części bywa utrudniony. Z drugiej strony, dobrze traktowana skrzynia manualna zwykle sprawia mniej problemów niż zaniedbany automat – to bardziej kwestia stylu użytkowania niż samej konstrukcji.

Most tylny i wał napędowy

Moc V12 trafia na tył, więc cały układ przeniesienia napędu dostaje mocno w kość, zwłaszcza w autach często katowanych z pełnym gazem.

Luzy i hałas z dyferencjału

Podczas jazdy próbnej wypada zwrócić uwagę na:

  • wycie z tylnego mostu przy stałej prędkości,
  • stuknięcie lub „przeskok” przy gwałtownym dodaniu/odjęciu gazu,
  • szarpnięcia przy ruszaniu.

Część z tych objawów może pochodzić z zużytych tulei zawieszenia, ale sam dyfer to osobny temat. Regeneracja lub wymiana mostu tania nie jest, a montaż używanego podzespołu „z internetu” bywa loterią. Dobrze, jeśli ktoś realnie przejedzie się autem po rozgrzaniu i posłucha napędu bez radia i gadania w tle.

Podpora wału i przeguby

Przy dużych przebiegach i dynamice jazdy wysiadają:

  • podpora wału – objawy to wibracje przy przyspieszaniu,
  • przeguby wału – metaliczne stuki przy zmianach obciążenia.

Brak reakcji na pierwsze, łagodne objawy zwykle kończy się większym remontem. Podczas oględzin na podnośniku mechanik powinien dokładnie sprawdzić cały przebieg wału i stan gumowych elementów tłumiących.

Zawieszenie i układ kierowniczy – komfort kosztem trwałości

DB9 ma stosunkowo komfortowo zestrojone zawieszenie jak na GT, ale wciąż twarde w porównaniu z typowym sedanem. To oznacza, że nasze drogi szybko weryfikują stan elementów.

Amortyzatory, szczególnie z adaptacją

W egzemplarzach z adaptacyjnymi amortyzatorami pojawiają się:

  • wycieki oleju z amortyzatorów,
  • błędy w systemie regulacji twardości,
  • nieprzyjemne bujanie i „pływanie” auta w trybie komfortowym.

Nowe, oryginalne amortyzatory są bardzo drogie. Na rynku pojawiają się zamienniki i możliwości regeneracji, ale nie każdy warsztat poradzi sobie z zachowaniem fabrycznej charakterystyki. Dlatego egzemplarz, który już ma świeżo zrobione zawieszenie z fakturami w teczce, zasługuje na dodatkowy plus.

Tuleje, wahacze i sworznie

Przy ciężkim, mocnym GT zużycie elementów metalowo-gumowych to normalna sprawa. Typowe objawy to:

  • stuki na nierównościach przy małej prędkości (szczególnie na kostce brukowej),
  • „pływanie” przodu w koleinach,
  • nierówne zużycie opon.

Niektóre elementy są wspólne z bardziej mainstreamowymi markami (ślad Forda/Jaguara), więc da się zejść z kosztów przy zachowaniu jakości. Klucz tkwi w tym, by ktoś dobrał właściwe części, a nie najtańsze istniejące zamienniki, które rozlecą się po jednym sezonie.

Maglownica i wspomaganie

Maglownica w DB9 potrafi:

  • zaskrzeczeć przy szybkim skręcie kierownicą,
  • puszczać olej na końcach lub przy uszczelnieniach,
  • dawać wyczuwalny luz na kierownicy.

Wspomaganie z kolei potrafi hałasować przy maksymalnym skręcie lub przy niskim poziomie płynu. Dłuższa jazda z „wyjącą” pompą zwykle kończy się jej śmiercią. Wymiana maglownicy czy pompy wspomagania to wydatek z rodzaju tych, które skutecznie przypominają, że Aston nadal jest Astonem, nawet jeśli kupiliśmy go w cenie dobrze doposażonego SUV-a.

Układ hamulcowy – wydajny, ale wrażliwy na zaniedbania

DB9 ma fabrycznie mocne hamulce, ale ich utrzymanie w dobrej kondycji wymaga czegoś więcej niż tylko „raz na kiedyś wymiany klocków”.

Tarcze i klocki

Przy ciężkim aucie i dynamicznej jeździe tarcze i klocki dostają ostro po głowie. Typowe historie:

  • bicie na pedale przy hamowaniu z wyższych prędkości (zwichrowane tarcze),
  • nadmierne pylenie słabych jakościowo klocków, które szybko niszczą felgi i lakier wokół,
  • nierównomierne zużycie przy zapieczonych prowadnicach zacisków.

Zakup tanich zamienników „bo wyjdzie taniej” często kończy się podwójnym kosztem – najpierw za słabe części, potem za właściwe. Lepiej od razu celować w dobrą półkę producentów i przy okazji serwisu dokładnie oczyścić i przesmarować cały układ.

Płyn hamulcowy i przewody

Płyn hamulcowy w aucie o takich osiągach powinien być wymieniany regularnie. Zaniedbania powodują:

  • miękki, „gąbczasty” pedał przy ostrzejszym hamowaniu,
  • spadek skuteczności po kilku mocniejszych hamowaniach z rzędu,
  • korozję w układzie.

W starszych egzemplarzach pojawiają się też problemy z przewodami elastycznymi – pęknięcia, spuchnięcia, miejscowe zapiekanie. Przy dużym remoncie hamulców często rozsądnie jest od razu wymienić przewody na nowe, ewentualnie wzmocnione.

Układ elektryczny i „angielska elektronika”

Aston łączy elementy własne z podzespołami z półek Forda, Jaguara i kilku innych dostawców. To mieszanka, która potrafi być trwała, ale ma też swoje chimery.

Moduły komfortu i centralna elektryka

Czasem zdarzają się „duchy w maszynie”:

  • samoistnie zapalające się lub gasnące kontrolki,
  • okna, które raz dojeżdżają do końca, a innym razem zatrzymują się w połowie,
  • lusterka, które przestają się składać lub pamiętać ustawienia.

Winne bywają moduły komfortu, słabe masy lub korozja wtyczek po latach. Diagnoza na zasadzie „wymieniamy wszystko po kolei” to prosty sposób na opróżnienie portfela. Lepiej szukać kogoś, kto potrafi czytać schematy i mierzyć napięcia, a nie tylko kasować błędy testerem.

Akumulator i ładowanie

DB9 bardzo nie lubi słabych akumulatorów. Objawy niedoładowania lub kończącego się aku to:

  • dziwne komunikaty błędów „znikające” po ponownym uruchomieniu,
  • problemy z odpalaniem po dłuższym postoju,
  • czasem wariujące moduły (audio, komfort, czujniki).

W praktyce w wielu DB9 montuje się prostownik-podtrzymanie (tzw. battery conditioner), szczególnie jeśli auto dużo stoi. To wydatek rzędu ułamka kosztu jednego „elektronicznego cyrku”, który może się pojawić przy kilku głębokich rozładowaniach.

Nadwozie i korozja – nie rdzewieje jak stary Ford, ale…

Nadwozie DB9 to mieszanka aluminium i stali, z klejoną konstrukcją i charakterystyczną technologią VH. Ogólna odporność na rdzę jest dobra, ale nie ma tu magii.

Podszybie, progi, okolice nadkoli

Newralgiczne miejsca to:

  • okolicę podszybia – gromadzące się liście i wilgoć,
  • wewnętrzne krawędzie nadkoli, zwłaszcza z tyłu,
  • dolne partie progów i łączenia paneli aluminiowych ze stalą.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy Aston Martin DB9 to dobry wybór na pierwsze szybkie auto?

DB9 raczej nie jest dobrym pomysłem na „pierwszy sportowy samochód”. Moc na poziomie ok. 450–470 KM, napęd na tył i spora masa wymagają obycia z szybszymi autami, zwłaszcza przy mokrej nawierzchni czy nagłym hamowaniu z wyższych prędkości.

Lepiej odnajdą się w nim kierowcy, którzy mają już za sobą etap hot-hatcha czy mocnego sedana i wiedzą, jak auto reaguje przy 200 km/h. Jeśli DB9 ma być pierwszym krokiem w stronę egzotyków – bezpieczniej, by był to krok świadomy, a nie skok na głęboką wodę.

Do jakiego stylu jazdy i użytkowania pasuje Aston Martin DB9?

DB9 to klasyczne GT, stworzone do szybkich, komfortowych przelotów po autostradach i gładkich drogach. Zawieszenie jest sztywne jak na normalne auta, ale dużo bardziej „turystyczne” niż w typowych torowych zabawkach, a reakcja na kierownicę nastawiona jest na stabilność przy dużej prędkości, nie na latanie bokiem w każdym winklu.

Auto najlepiej sprawdza się jako weekendowe GT, samochód na dłuższe wyjazdy, wypad do hotelu 5* czy spokojne, stylowe przejażdżki. Codzienna walka w korkach w centrum miasta to dla DB9 raczej marnowanie potencjału i cierpliwości właściciela.

Jakie są typowe koszty utrzymania używanego Aston Martina DB9?

Choć ceny używanych DB9 kuszą, koszty utrzymania pozostają na poziomie Porsche 911 Turbo czy Ferrari, a nie hot-hatcha. Przeglądy w ASO lub u dobrego specjalisty to „premium-plus”, a rachunki za części potrafią wywołać głębszy oddech, zanim się je zaakceptuje.

Do tego dochodzi drogie AC (przy realnej wycenie auta) oraz konieczność posiadania rezerwy finansowej na nieprzewidziane usterki – liczonej raczej w dziesiątkach tysięcy złotych niż w setkach. Jeśli budżet jest napięty już przy zakupie i nie ma zapasu na pierwszy rok, DB9 szybko przestaje być marzeniem, a zaczyna być źródłem stresu.

Czy lepiej wybrać DB9 z wcześniejszych roczników czy po liftingu?

Wczesne egzemplarze (ok. 2004–2006) są tańsze, ale często mają na karku pełen pakiet „chorób wieku dziecięcego”, słabsze wyciszenie, niższą sztywność nadwozia i archaiczną elektronikę. Dobrze utrzymany przedlift może być sensowny, ale wymaga naprawdę pieczołowitego sprawdzenia historii i stanu technicznego.

Polifty oferują lepszą dynamikę, poprawione zawieszenie, dojrzalsze wnętrze i zwykle mniej typowych bolączek konstrukcyjnych. Dlatego większość praktyków celuje w możliwie późne roczniki – różnica w cenie zakupu potrafi zwrócić się mniejszą liczbą uciążliwych wizyt w serwisie.

Czy Aston Martin DB9 nadaje się na auto na co dzień?

Da się, ale trzeba naprawdę tego chcieć. DB9 nie lubi życia „pod blokiem”: potrzebuje suchego, zamykanego garażu, najlepiej z dobrą ochroną przed wilgocią. Do tego dochodzi spore zużycie paliwa, wyższe koszty eksploatacji i większa uwaga przy parkowaniu czy zostawianiu auta w „przypadkowych” miejscach.

Jazda nim codziennie po mieście, w korkach i na krótkich dystansach, to mało sensowny scenariusz. Ten samochód dużo lepiej sprawdza się jako drugie lub trzecie auto w domu – takie, po które sięga się z przyjemnością, a nie z przymusu.

Czy Aston Martin DB9 wymaga specjalistycznego serwisu?

Tak, DB9 to nie jest samochód dla „pierwszego lepszego” warsztatu za rogiem. Właściciel musi mieć dostęp do zaufanego serwisu znającego Astony – czy to autoryzowanego, czy dobrego niezależnego specjalisty. Często oznacza to dojazd do innego miasta i umawianie wizyt z wyprzedzeniem.

Trzeba też liczyć się z tym, że niektóre części są zamawiane na indywidualne potrzeby, więc auto może postać w serwisie kilka dni lub tygodni. Jeśli ktoś oczekuje obsługi na zasadzie „wpadam w sobotę, w niedzielę jadę w trasę”, DB9 szybko sprowadzi go na ziemię.

Czy lepiej wybrać Aston Martin DB9 coupe czy Volante (kabriolet)?

Coupe jest sztywniejsze, cichsze przy autostradowych prędkościach i konstrukcyjnie prostsze – odpadają potencjalne problemy z mechanizmem dachu czy jego uszczelnieniem. To zwykle wybór osób, które bardziej cenią precyzję prowadzenia i spokój w kabinie.

Volante oferuje za to coś, czego nie da się odtworzyć w coupe – jazdę z otwartym dachem przy akompaniamencie V12 tuż za plecami. Trzeba tylko zaakceptować nieco mniejszą sztywność nadwozia, więcej hałasu i większą złożoność serwisową. Jeśli priorytetem są wrażenia i klimat, kabriolet potrafi wygrać ten pojedynek jednym opuszczeniem dachu.

Najważniejsze punkty

  • Aston Martin DB9 to klasyczne GT: najlepiej sprawdza się w szybkich, długich trasach po autostradach i dobrych drogach, a nie jako lekkie auto torowe do ostrych serpentyn.
  • Auto jest dla kierowcy z doświadczeniem w mocnych samochodach, który szuka stylu, dźwięku V12 i komfortu, a nie rekordów 0–100 czy „latania bokiem” na każdym zakręcie.
  • Cena zakupu bywa kusząca, ale koszty utrzymania pozostają na poziomie aut pokroju Porsche 911 Turbo czy Ferrari; bez solidnej „poduszki finansowej” DB9 szybko zamienia się z marzenia w generator stresu.
  • Właściciel musi liczyć się z logistyką: potrzebny jest zaufany specjalistyczny serwis, cierpliwość na oczekiwanie części oraz garaż (najlepiej suchy i zamykany) – to nie jest samochód „pod blok i pod sklep”.
  • Najstarsze roczniki (ok. 2004–2006) często są najtańsze, ale mogą mieć na sobie kumulację typowych usterek, zaniedbań i przygód blacharskich, więc wymagają wyjątkowo dokładnego przeglądu przed zakupem.
  • Późniejsze modernizacje poprawiły moc, zawieszenie, wyciszenie i jakość wnętrza, dzięki czemu nowsze egzemplarze są zwykle przyjemniejsze w użytkowaniu – choć nadal kosztują jak „prawdziwy Aston”, nie jak zwykły używany coupé.
  • DB9 szczególnie doceni ktoś, kto chce wejść w świat egzotycznych marek w bardziej dyskretnym stylu: auto wygląda elegancko, mniej ostentacyjnie niż Ferrari czy Lambo, a przy hotelu 5* prezentuje się lepiej niż niejeden super-SUV.

Opracowano na podstawie

  • Aston Martin DB9 Owner's Guide. Aston Martin Lagonda Limited (2013) – Oficjalne dane modelu, zalecenia eksploatacyjne i serwisowe DB9
  • Aston Martin DB9 Workshop Manual. Aston Martin Lagonda Limited – Instrukcja serwisowa: budowa, procedury napraw, typowe punkty kontroli
  • Aston Martin DB9 – Model Information and History. Parkers – Przegląd generacji, mocy, zmian rocznikowych i charakteru DB9 jako GT
  • Aston Martin DB9 Buying Guide. Evo – Poradnik zakupu: typowe usterki, różnice rocznikowe, koszty utrzymania
  • Aston Martin DB9 Used Car Buying Guide. Autocar – Analiza rynku wtórnego, rekomendacje wersji, typowe problemy eksploatacyjne
  • Aston Martin DB9 Buyer’s Guide. Classic & Sports Car – Ocena przydatności DB9 jako używanego GT, wskazówki przeglądu przedzakupowego
  • Aston Martin DB9 – Buying Guide. Octane – Opis ewolucji modelu, liftingów, jakości wnętrza i wrażeń z jazdy

Poprzedni artykułPrysznic walk in czy kabina z brodzikiem – co wybrać do nowoczesnej łazienki
Następny artykułCzy Dacia Duster to dobry wybór na lata?
Karolina Adamczyk
Karolina Adamczyk pisze o motoryzacji z perspektywy codziennej eksploatacji i kosztów utrzymania. Na SensRzeczy.pl przygotowuje poradniki serwisowe, zestawienia modeli i analizy typowych usterek, opierając się na dokumentacji producentów, biuletynach serwisowych oraz rozmowach z mechanikami. Lubi weryfikować teorie w praktyce: sprawdza procedury, dobór części i realne zużycie podzespołów. Stawia na jasne wnioski dla kierowcy, bez marketingowych skrótów myślowych, z naciskiem na bezpieczeństwo i odpowiedzialne decyzje zakupowe.